czwartek, 5 maja 2016

2.4 Zlot fanów bogów greckich

     Wstaliśmy dopiero, gdy przeszli wszyscy przybyli bogowie, cała dwunastka. Ruszyliśmy za nimi do ław, gdzie każdy usiadł przy swoim stoliku. Ja, rzecz jasna, jadłam kolację razem z Thalią. Przynajmniej tym razem nie musiałam siedzieć sama.
     Przy każdym stoliku panowała cisza. Od czasu do czasu ktoś się odezwał szeptem, lecz na ogół jedzono w milczeniu i ukradkiem zerkano na bogów, żeby to ich podziwiać. Tylko ja zdawałam się mieć gdzieś tą zadowoloną gromadkę. Olimpijczycy siedzieli przy dwóch, złączonych ze sobą stołach, głośno rozmawiając i śmiejąc się. Szczerze mówiąc, nie mogłam patrzeć na Zeusa. Widać było, że dobrze się bawił, a od czasu do czasu zerkał na mnie i Thalię. Chyba nie uszło to uwadze Hery, która w końcu posłała nam nienawistne spojrzenie. Ciekawe co powiedziała Zeusowi, gdy dowiedziała się, że ma on dwie córki z innymi kobietami.
     — Nie bawisz się dobrze — zauważyła Thalia.
     Wzruszyłam ramionami. Naprawdę chciała usłyszeć, jak bardzo nienawidzę ojca, kiedy siedziałyśmy tak blisko niego?
     Przez całą kolację obie nie prowadziłyśmy konwersacji. Thalia miała dobry humor i widocznie próbowała nawiązać kontakt, lecz to właśnie mnie brakowało chęci. Chciałam jak najszybciej ulotnić się do domku.
     Kiedy posiłek zakończył się, wszyscy wstawali i rozmawiali ze sobą. Najpierw bogowie z bogami, a herosi z herosami.
     — Trzymajmy się lepiej blisko siebie. Tata pewnie będzie chciał porozmawiać z nami — szepnęła do mnie Thalia, kiedy tylko wstałam od stołu. Ech, a chciałam porozmawiać z Daisy...
     Wyszukałam wzrokiem Aarona. Stał i rozmawiał ze swoimi kolegami, przystojny tak samo jak dzień wcześniej. Mógłby być z pewnością modelem, gdyby tylko nie był półkrwi, którego to potwory chcą dorwać. Olśniewał urodą każdego; z całego obozu właśnie on był najprzystojniejszy.
     Thalia zobaczyła, że wpatruję się w chłopaka. Delikatnie uśmiechnęła się.
     — Podoba ci się? — zapytała. 
     — I to jak. — Odwzajemniłam uśmiech, po raz pierwszy od przybycia gości.
     — Kiedy będzie już po wszystkim, zagadaj do niego.
     Odwróciłam się plecami do Aarona, stając na wprost siostry.
     — To nie takie łatwe.
     — Co jest w tym takiego trudnego?
     — Wczoraj zobaczyłam go pierwszy raz na oczy.
     Thalia przewróciła oczami.
     — Jakby to robiło jakąś różnicę.
     — A tobie podoba się ktoś? — Zmieniłam temat.
     — Łowczynie Artemidy mają zakaz spoufalania się z chłopcami.
     Zdziwiłam się. Świat bez chłopaków?! O matko! To musiała być jakaś masakra! Fajnie od czasu do czasu z kimś poflirtować. 
     — Jak ty to wytrzymujesz?
     — Nie jest źle.
     Miałam ochotę kontynuować temat, ale Zeus odszedł do bogów, dając tym samym znać, że można porozmawiać ze swoimi dziećmi. No, świetnie. Nadszedł moment katorgi, jaką była rozmowa z "najukochańszym" ojczulkiem na świecie.
     W każdym kroku boga było widać jego pewność siebie, a także władczość. Był wyprostowany, głowę miał wysoko uniesioną. Wyglądał, jakby dawno nie miał odrobiny relaksu. Patrząc na to, jak dzisiaj doskonale się bawił z innymi bogami, nie mogłam w to uwierzyć.
     Zeus stanął przed nami. Zaczęłam zastanawiać się, czy to przypadkiem nie jest czas na ukłonienie się, tak samo jak na początku, ale póki Thalia tego nie robiła, postanowiłam powstrzymać się przed tym.
     — Moje córki — powiedział nonszalancko ojciec.
     — Tato — Thalia uśmiechnęła się.
     — Może pójdziemy na spacer?
     Nie czekając na naszą odpowiedź, Zeus ruszył do przodu. Thalia stanęła po jego lewej stronie, podczas gdy ja po prawej. Nie miałam ochoty na zrobienie chociażby trzech kroków w jego towarzystwie, ale wiedziałam, że innego wyboru nie mam.
     Kiedy tylko mężczyzna upewnił się, że jesteśmy już wystarczająco daleko, przerwał ciszę, która nastała po tym, jak stanęłyśmy obok niego.
     — Dionizos opowiedział mi o waszej porannej kłótni, którą było słychać na cały obóz. Co to miało znaczyć?!
     Cholerny kapuś! Co on sobie myślał?! Że jak postraszy mnie kilkoma obrazkami, nie wiadomo czy prawdziwymi, to może sobie potem kablować na mnie do ojca?! Czemu akurat jego Zeus musiał zesłać tutaj?! Chejron nic by mu nie powiedział! 
     — To nic wielkiego — odpowiedziała Thalia.
     — Pewnie dałoby się tego uniknąć, gdybyś tylko poinformował nas o tym, że jesteśmy siostrami — mruknęłam.
     Nie chciałam widzieć reakcji Zeusa, żeby wiedzieć, jak bardzo wkurzyłam go. Z matką przechodziłam to samo. Często to co mówiłam, denerwowało ją. Ona i mój ojciec musieli mieć ze sobą wiele wspólnego. 
     Bóg przystanął. Thalia i ja zrobiłyśmy to samo.
     — Uważaj na to, co mówisz — rozkazał.
     — Oczywiście — prychnęłam.
     W oczach Zeusa pojawił się gniew. Wiedziałam, że igram z ogniem, albo raczej z piorunem. Wątpiłam jednak, że skrzywdzi własną córkę na oczach wszystkich.
     — Zostaw nas samych, Thalio.
     Moja siostra poszła. Kątem oka zobaczyłam, jak rozmawia z jakąś inną dziewczyną. Pewnie ona także należała do Łowczyń Artemidy.
     — Co to ma znaczyć, Heather?! — zapytał swoim groźnym tonem Zeus.
     Uniosłam brwi, jednocześnie zaskoczona, że zna moje imię. Musiałam mieć niezłego farta! Mój własny ojciec wiedział, jak mam na imię! Niemożliwe! Ale jestem szczęściarą!
     — Mogę spytać się ciebie o to samo. Przez dwanaście lat miałeś mnie całkowicie gdzieś, i nagle pojawiasz się i zachowujesz, jakby wszystko było w porządku!
     — Jestem bogiem, nie mam czasu na zajmowanie się tobą!
     — Poprawka: nie miałeś czasu, żeby nawet wcześniej dać mi znać, jak się nazywasz.
     Zeus był już porządnie wkurzony, z resztą tak samo jak  ja. Widziałam, że kilka osób obserwuje nas z zaciekawieniem lub niepokojem. Pewnie zastanawiali się, dlaczego rozmawiamy bez starszej córki Pana Niebios. I dlaczego oboje wyglądamy na wkurzonych.
     — Przestań się rozżalać nas sobą, Heather. Bogowie mają zakaz spotykania się ze swoimi dziećmi. 
     — Niech zgadnę, ustaliłeś to ty. 
     — Dla dobra innych. 
     Wybuchnęłam gorzkim śmiechem. Tak, wyszło mi to bardzo dobrze. Obecnie nienawidzę obojga swoich rodziców, jestem w jakimś dziwnym obozie, którego dyrektor nienawidzi mnie i donosi na mnie do mojego ojca, który jest także jego tatą. No, naprawdę. Idealne życie. 
      — Tak, to był świetny pomysł.
      — Czego oczekujesz, Heather? Że nagle porzucę wszystko, bo masz taką ochotę?
      — Nie, tego oczekiwałam mając pięć lat, kiedy to zastanawiałam się, gdzie jesteś, jak wyglądasz, jak masz na imię i dlaczego zostawiłeś mnie samą z matką. Teraz po prostu cię nienawidzę. 
     Odwróciłam się, nie dbając o to, jak bardzo właśnie go wkurzyłam. Zrobiłam krok do przodu, czując jak pieką mnie oczy. Wiedziałam, że pójście do domku będzie teraz złym pomysłem, dlatego zamierzałam iść nad jezioro.
     — Naprawdę myślisz, że przejąłem się tym? 
     — Ani trochę — odpowiedziałam przez ramię, choć wiedziałam, że zrobiło to na nim wrażenie. Do tej pory pewnie nikt się tak do niego nie odzywał. Chciał teraz udawać dumnego, a ja postanowiłam mu to ułatwić.
     — Masz taki sam charakter, jak twoja matka.
     Zatrzymałam się. Nie, tylko nie to. Niech nie porównuje mnie do matki. Do wszystkich, ale nie do niej! Już nawet do Pana D. byłoby lepiej!
     — Przejęłaś wszystkie jej negatywne cechy — ciągnął dalej Zeus. — Pozytywnych nie zdążyłem poznać. 
     No tak. To była jednonocna przygoda. Tak mi powiedziała matka, kiedy miałam siedem lat. Wydarła się, bo znowu zapytałam, kim jest mój ojciec. Nic więcej nie chciała mi powiedzieć. Jedna noc. Tyle miało mi wystarczyć.
     — To po co z nią spałeś? — zapytałam, po czym znowu zaczęłam iść w stronę jeziora. Mijałam wielu ludzi, ale miałam ich gdzieś. Chciałam po prostu jak najszybciej znaleźć się poza widokiem innych, abym mogła zrobić to, na co miałam ochotę od połowy naszej rozmowy - rozpłakać się.
     Czułam na sobie spojrzenia herosów i bogów, łącznie z Zeusem. Wiedziałam też, że powoli staję się przedmiotem najróżniejszych plotek. Podejrzewałam, że jutro Clarisse będzie mi nimi próbowała dokuczyć. O ile w ogóle wyjdę z domku, bo na to nie miałam ochoty. Chciałam zamknąć się gdzieś, sama, z daleka od wszystkich ludzi. Odizolować się od tego całego bólu, który oni powodowali, który ja czułam. Przebywać z daleka od wszystkiego i wszystkich.
     W końcu doszłam nad jezioro. Usiadłam, opierając się o drzewo. Po moich policzkach spływały gorzkie łzy. Dlaczego to akurat ja musiałam być tym cholernym herosem?! Dlaczego nie mogłam mieć normalnych rodziców, tak samo jak wszyscy inni?!
     Usłyszałam ciche kroki.
     — Heather? 
     To był głos Daisy. Nie żeby robiło mi to jakąś różnicę. Lubiłam ją, jednakże w tym momencie nie miałam ochoty z nią rozmawiać.
     — Zostaw mnie w spokoju! — krzyknęłam, starając się nie dać poznać po głosie, że płaczę. 
     Daisy zrobiła to, o co ją poprosiłam. Zostałam sama.
     Oparłam głowę o pień drzewa, cicho płacząc. Może Zeus miał rację. Powinnam przestać się nad sobą użalać. Ale póki co, miałam ochotę się rozpłakać; wylać z siebie strumienie łez wraz z tym przepełniającym mnie żalem. 
     Nie mam pojęcia, jak długo tak siedziałam. Kiedy już czułam się lepiej, postanowiłam się przejść. Powoli wstałam i przeszłam mniej więcej sto metrów, po czym przystanęłam, obserwując spokojną wodę jeziora. Mniej więcej dziesięć metrów obok mnie było drzewo. Wcześniejszym było dopiero to, przy którym siedziałam.
     Usłyszałam jakiś dziwny odgłos. W pierwszej chwili uznałam, że się przesłyszałam, ale kiedy kątem oka zauważyłam, że coś rusza się, byłam pewna, że to nie to. Drzewo, obok którego stałam, właśnie zawalało się, lecąc prosto na mnie. Starałam się nie dać panice oraz strachu, i próbowałam biec przed siebie, w stronę jeziora. Udało mi się zrobić dwa kroki, zanim drzewo zmiażdżyło moją prawą nogę, tym samym przewracając mnie. Usłyszałam, jak coś chrupnęło (podejrzewałam, że to była moja kość), a w tym samym momencie zalała mnie fala bólu, której nigdy nie czułam. Coś jakbym jednocześnie złamała wszystkie kości, a na dodatek przytrzasnęła całe pięć palców w drzwiach. Cicho krzyknęłam z bólu, jednocześnie próbując wyrwać moją nogę spod drzewa. Niestety, nie miałam wystarczająco siły. Nie mogłam nawet się obrócić na plecy.
     Poczułam, że mdleję, jeszcze zanim udało mi się zawołać o pomoc.

* * *
O ile ostatni rozdział kiepsko mi szedł z pisaniem, tak z tym dość szybko się uwinęłam. Udało mi się także napisać trochę do przodu, już na przyszły tydzień. Jak na mnie, jest to zawrotne tępo. Mam nadzieję, że nie jest to takie złe :D

EDIT: Jak pewnie zauważyliście, jest nowy szablon. Zmieniłam także nazwę, a więc teraz jak będę komentować wasze blogi, będzie się wyświetlać "Imagine Warrior", zamiast "Maybe baby"

5 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  2. O bogowie!
    Zeus oczywiście do dupy, jak zwykle. Dionizos - wiedziałam wredny kapuś, też jak zwykle. Szkoda, że nie wcisnęłaś Percy'ego i Posejdona, chętnie bym o nich poczytała. Co jej się stało? Sabotaż! Demeter (ona jest też boginią drzew, nie?) podstawiła jej drzewo. ALBO HERA! Nigdy jej nie lubiłam, głupia krowa.
    no nic, czekam na nexta
    Susan ♥
    thestoryofnewgeneration.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpuściłabym sobie, gdybym nie dała Posejdona i Percy'ego! Nie teraz, ale będą jeszcze :)

      Usuń
  3. Najpierw ponarzekam, dobzie?
    Zanim zacznę marudzić, to wiedz, że z reguły marudzę osobom, które wiem, że:
    a) piszą dobrze
    b) mogę im krytyką poprawić pisaninkę
    :)

    Przy drugim akapicie coś myślę, że rozkojarzona byłaś XD
    - nie może panować "mniej więcej cisza" Albo cicho, albo głośno, albo... "rozmowy prowadzone półgłosem", albo, co wydaje mi się, że chciałaś przekazać: "Jedli w milczeniu, tylko czasem ktoś odezwał się cicho". Czy coś w ten deseń. Popraw mnie jeżeli się mylę, ale "mniej więcej" tu nie pasuje :D
    - "Od czasu do czasu ktoś się odezwał cicho, lecz na ogół jedzono w milczeniu i podziwiano bogów." - Druga część zdania wskazuje raczej na czynność rutynową, tak jakby przy każdej kolacji jedzono i podziwiano bogów, bo to część jakiegoś np.: szamanizmu czy coś XD. A pierwsza część zdania wskazuje na akcje "tu i teraz" xD.
    - Ogólnie w całym tym akapicie mieszasz czasy. "Zeus się bawi" - teraźniejszy, "Zeus zerkał" - przeszły :)
    Dalej:
    - "...szepnęła do mnie Thalia, kiedy tylko wstałam od stołu, z nadzieją porozmawiania z Daisy." Coś to się kupy nie trzyma.
    Lepiej by było np: "Lecz kiedy tylko wstałam od stołu Thalia do mnie szepnęła.
    - *blablablablabla nie pamietam co tam thalia chciała dokładnie, coś żeby trzymały się razem, bo tata chce z nimi pogadać* - Usiadłam z powrotem przy stole. A miałam nadzieję na rozmowę z Daisy..." A potem ten Aaron XD
    - końcowy akapit ma trochę pozmieniane czasy, nawet przyszły tam wyłapałam XD
    Okay, koniec marudzenia *chowa się pod krzesło wstydliwie*
    *robi parę oddechów*
    *wyłazi spod krzesła*

    No i teraz możemy przejść do milszej części komentarza xD

    Świetny ten szablon sobie wzięłaś. Klimatyczny, przejrzysty. Fajny ^^

    Oczywiście Zeuska wszystko wkurwia, nawet prawda. Boru, jakie to typowe dla bogów! I jeszcze tak nieładnie zagrać na emocjach córki, porównując ją tak krytycznie do matki... kolejny medal ojcostwa leci do... Zeusa!

    Fajnie w ogóle, że w prowadzeniu Heather trzymasz się ciągle.. jakby to powiedzieć. Że ona jest dokładnie taka jak w pierwszym rozdziale XD Zbuntowana, gniewna, z niewyparzonym językiem :D

    I z tym drzewem to zapewne zasługa Hery! Krowa!

    No! Rozdział w końcu porządnie długi, że mogłam się wczytać. I wszystko na tym zyskało... i akcja, i opisy, i ogólne wrażenie. Widać jesteś po prostu dziewczyną, która najpierw robi dobre podłoże pod właściwą akcje, więc trzeba na nią trochę poczekać :D

    Okay, ja spadam. Nie przejmuj się mną XDD

    Życzę weny i czasu na rozdziałki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Wiedziałam, że coś nie tak z tymi akapitami, ale po przeczytaniu ich setny raz nie ogarniałam dalej jak to zmienić! No cóż, to idę czytać sto pierwszy raz ;) Dzięki :D

      Usuń

©ZaulaAveline