niedziela, 30 kwietnia 2017

Rozdział 8

Lokalizacja: Obóz Herosów
     Aaron spojrzał na spanikowaną Heather, stojącą bez ruchu. Złapał ją za rękę, ale ta nawet na niego nie spojrzała. Wpatrywała się ciągle w jedno i to samo miejsce, jakby to coś miało pomóc. 
     Za sosną unosił się huragan. Nie przemieszczał się, stał w miejscu. Ani Heather, ani Aaron nie dziwili się temu – dzieci Zeusa mogły wywoływać huragany. Ajakos w jakiś sposób ujarzmił go. Wydawał się chełpić tym, unosząc się kilka metrów nad powierzchnią ziemi. Wiatr, który zanim pojawił się mężczyzna był delikatny, powoli wzmagał się. 
     — Idź po Pana D., Heather! Szybko! — krzyknął Aaron. Żałował, że nie wziął ze sobą miecza. Ajakos w każdej chwili mógł przekroczyć granicę Obozu. 
     Dziewczyna zawahała się. Nie była w stanie myśleć racjonalnie. Ostatecznie odwróciła się i pobiegła do Wielkiego Domu.

Lokalizacja: Olimp
     — Nie możesz, Zeusie! — krzyknęła Hera.
     — Nasze dzieci zginą, jeśli czegoś nie zrobimy — odpowiedział spokojnie Posejdon.
     Dwunastu bogów skłębiło się w sali tronowej. Część z nich chodziło nerwowo po pomieszczeniu, inni spokojnie stali. Jedynie Pan Niebios siedział na swym tronie, uważnie przysłuchując się reszcie bogów, a jednocześnie próbując podjąć właściwą decyzję.
     Ares przewrócił oczami.
     — Nic im się nie stanie, jak sobie powalczą.
     — Umrą zanim zaczną walczyć — zwróciła uwagę Atena. — A jeśli herosi umrą, nie będzie kto miał bronić Olimpu, gdyby ktoś próbował nas zaatakować.
     — Sam ustanowiłeś zakaz widywania się z dziećmi, Zeusie! — przypomniała Hera.
     — Walka z Ajakosem nie będzie przyjemnością — powiedział Pan Niebios. 
     — Dionizos jest w Obozie. Dzieciakom nic nie będzie — mruknął Ares.
     — Nie stawiałbym wszystkiego na Dionizosa. Nie wiadomo, jak ciężko będzie ujarzmić Ajakosa — wtrącił się Hermes.
     — Głosujmy — rozkazał Zeus, zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć. — Kto jest za?

Lokalizacja: Obóz Herosów
     Heather wpadła do Wielkiego Domu, nie dbając o pukanie.
     — Panie D.! — zawołała. Nie chciała zwiedzać domu boga, a więc nie ruszała się z progu. — Panie D.! 
     — Idę, idę! — wymamrotał bóg, wchodząc do pomieszczenia w którym stała Heather. — Pali się czy co?
     — Ajakos zaatakował Obóz — wyszeptała. 

     Aaron stał na wprost Ajakosa, czując strach. Mężczyzna wyglądał groźnie, a on nie miał nawet czym się bronić. Zresztą, ostatnio syn Pana Niebios szybko zabrał im bronie. Tym razem mogło być tak samo. 
     Ajakos ruszył do przodu, a huragan zaraz za nim. 
     — Szybciej, Heather — szepnął Aaron. 
     — Odsuń się, jeśli nie chcesz ucierpieć — warknął Ajakos.
     Aaron wiedział, że nie ma żadnych szans z Ajakosem. Rozsądnie byłoby odsunąć się, jednak gdyby zaprzeczył, być może zyskałby kilka dodatkowych sekund... Postanowił zaryzykować.
     — Zapomnij.
     — Zabij go, Heather — powiedział nagle Ajakos głosem przesiąkniętym złośliwością i nienawiścią. — Zrób to samo, co z innymi. Zabij go. Pokaż jemu, pokaż Zeusowi, do czego jesteś zdolna.
     Aaron odwrócił się. Heather stała zaraz za nim, wraz ze zdziwionym Dionizosem.

     — Coś się dzieje przy wejściu do Obozu — zawołała Thalia do Percy'ego, Annabeth i Grovera. Huragan był dobrze widoczny.
     — Myślisz, że to Heather wkurzyła się na Aarona i chce go wynieść z daleka od niej? — zapytał żartobliwie Grover.
     — To nie Heather — głos Annabeth zdradzał zmartwienie. — To Ajakos.
     
     — O czym on mówi, Heather?! — zawołał Aaron. 
     Dziewczyna pokręciła głową na znak, że nie wie. Strach sprawiał, iż nie mogła nic powiedzieć. W gardle miała gulę, która nie chciała zniknąć.
     — No dalej, Heather. Jeśli się postarasz, z pewnością przypomnisz sobie, jak mordowałaś tych ludzi. Te pioruny, one należały do ciebie, każdy jeden.
     Większość tego, co pamiętała, przysłoniły inne wspomnienia, tak jak po zastrzyku. Na kilku z nich dobrze bawiła się z matką. Na jeszcze innych była dzieckiem i Zeus niósł ją na rękach, albo bawił się z nią zabawkami. A na kolejnych Ajakos podżegał ją do zabijania ludzi, z dobrym skutkiem.
     Heather miała problem ze złapaniem oddechu. Jej mina wyrażała większość uczuć, które kłębiły się w niej, głównie strach, niepokój i nienawiść do samej siebie. Co ona najlepszego zrobiła?! Jak mogła zabić tych wszystkich ludzi?! To były tylko żywe istoty, nikomu nie wadzące, często miłe dla niej, jak ten nauczyciel z jednej ze szkół, a ona pozbawiała ich życia... Sprawiła, że rodziny które mieli, cierpiały... Co z nią było nie tak?! Dlaczego to zrobiła?! Jak okropnym człowiekiem była, że zabijała innych?! Ile ludzi straciło przez nią życie?!
     Uniosła drżącą rękę i zakryła nią buzię. Po jej policzkach lały się łzy. Strach i obrzydzenie samą sobą zawładnęły nią, nie dopuszczając żadnych innych uczuć. 
     — Heather! — Siedemnastolatka usłyszała głos Thalii. Szybko wyłapała ją wzrokiem. Zaraz za nią biegła reszta przyjaciół.
     — Nie podchodź! — wrzasnęła.
     Wszyscy posłusznie zatrzymali się. 
     — Zabij go. Jedno morderstwo więcej nie zrobi ci różnicy – powiedział Ajakos.
     — Uspokój się, Heather! On chce żebyś straciła nad sobą kontrolę i wypuściła pioruny! — zawołał Aaron.
     — Dosyć tego — mruknął Dionizos.
     Znikąd wyrosła winorośl, zaraz pod Ajakosem. Zaczęła piąć się w górę, ale syn Zeusa nie dopuścił do tego, żeby winorośl oplotła go. W Dionizosa uderzył piorun. Bóg upadł na ziemię, nieprzytomny, a Heather zapiszczała. Czuła, że to koniec. I należało jej się za to wszystko, co zrobiła, za to że zamordowała tyle osób. 
     Przed wciąż płaczącą dziewczyną pojawił się Zeus. Nawet nie spojrzał na córki, wpatrzony w syna. W jednej chwili przybrał pięciometrową postać. Heather zauważyła, że w ręce trzyma piorun piorunów. Bezwiednie cofnęła się.
     — Popełniłeś głupstwo, Ajakosie, atakując Obóz — powiedział chłodno Pan Niebios.
     — Nie sprawisz, że zacznę tego żałować. 
     — Walcz ze mną, zamiast z dziećmi. 
     — Boli cię to, że twoja córka to morderczyni.
     — Zostaw ją w spokoju i odejdź stąd, póki możesz.
     — Niedoczekanie — warknął Ajakos, ale posłusznie zniknął, poprzez teleportację, a wraz z nim huragan. 
     Zeus przybrał prawie dwumetrową formę i rozglądnął się po twarzach obozowiczów. Zebrało się sporo gapiów. Stali daleko od miejsca wydarzeń, z szeroko otwartymi oczami. Wciąż roztrzęsiona Heather zauważyła to i zaczęła zastanawiać się, czy herosów zdziwiło pojawienie się Pana Niebios, czy może Ajakos ze swoim huraganem. 
     — Wracać do łóżek — rozkazał Zeus.
     Obozowicze posłusznie ruszyli do domków. Jedynymi herosami, którzy zostali, byli Heather, Aaron, Annabeth, Grover, Thalia i Percy. 
     — Wy też wracajcie — powiedział Zeus.
     Podczas gdy wszyscy ruszyli do swoich domków, Heather jako jedyna nie ruszyła się z miejsca. Thalia zrobiła kilka kroków w stronę siostry, aby ją zabrać, ale ta ją powstrzymała.
     — Nie zbliżaj się do mnie — rozkazała Heather.
     Thalia zdziwiła się, ale nie dopytywała. Poszła w stronę domku Zeusa, zostawiając siostrę samą z ojcem.
     — Ciebie też to się tyczyło, Heather — powiedział ostro Pan Niebios.
     — Mam po dwa wspomnienia z tego samego okresu czasu. Jedne są prawdziwe, a drugie spowodowane tym, że zastąpiłeś mi wspomnienia fałszywymi, tak?
     Zeus zastanowił się, czy by nie zignorować nastolatki.
     — Tak. Wracaj do łóżka.
     Odwrócił się od najmłodszej córki.
     — A więc to prawda — zawołała łamiącym się głosem. – Jestem morderczynią.
     Zeus odwrócił głowę i podszedł bliżej dziewczyny.
     — Nie ty powinnaś się winić, a Ajakos. Nie panowałaś nad sobą.
     — Dlaczego ukrywałeś to fałszywymi wspomnieniami?
     — Jak myślisz, otwarta trzylatka kryłaby się z tym? A jak zareagowaliby ludzie na wieść, że kogoś zabiłaś? Nie czekaliby na wyjaśnienia. A potem, kiedy już dorosłaś na tyle, żeby milczeć... — Zeus zrobił trzysekundową pauzę. — Popatrz na siebie, córko. Jesteś roztrzęsiona i winisz siebie za śmierć tych ludzi. Nie było to potrzebne. Wróć do domku, Heather, i połóż się spać. Musisz ochłonąć.
     Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła do domku Zeusa. Rozmowa z ojcem nie sprawiła, że poczuła się lepiej, ale przynajmniej pozwoliło jej to zrozumieć parę rzeczy.
* * *
Jeeej, w końcu wróciłam <3 Wybaczcie za tak długą przerwę, w szkole mam piekło z nadmiaru sprawdzianów, kartkówek i odpowiedzi, a na dodatek co drugie zdanie nauczycieli to "to jest ważne, to na 100% będzie na maturze!"... Także no nie wykluczone, że dopiero w czerwcu następny rozdział.
©ZaulaAveline